Wielka Powódź 1934 roku

Bobrowniki Małe bardzo ciężko doświadczone w okresie walk na przełomie 1914/1915 r, w 20 lat później ponownie zostały nawiedzone przez żywioł. Tym razem to natura pokazała swoją potęgę.
Lipiec 1934 roku był bardziej wilgotny niż zazwyczaj. W pierwszej dekadzie miesiąca deszcz popadywał co parę dni, duża wilgotność powietrza powodowała częste mgły, wody powierzchniowe w całym regionie – w pasie Pogórza i południowej części Kotliny Sandomierskiej – utrzymywały poziom, jak na tę porę roku, dosyć wysoki. Podobnie było zresztą i na nizinach zachodniej części kraju, w Wielkopolsce, na Mazowszu i należących do Polski terenach nad dolną Wisłą.

Prawdziwy dramat zaczął się jednak w drugiej dekadzie miesiąca. 11 lipca w całej Małopolsce zaczęły się intensywne opady deszczu, nasilające się z każdym dniem, trwające dziewięć dni, do 18 lipca. Opady koncentrowały się w prawobrzeżnym dorzeczu górnej Wisły, szczególnie nad górnym Dunajcem, Rabą i ich dopływami. Apogeum nastąpiło w dniach 13-16 lipca. W niektórych stacjach pomiarowych zanotowano wówczas w ciągu 24 godzin opady ponad 200 mm deszczu, w 17 stacjach dorzecza Skawy, Raby i Dunajca opady ponad 150 do 200 mm, a 16 lipca na Hali Gąsienicowej ustalony został, do dzisiaj nie pobity, polski rekord dobowy opadów, wynoszący 255,2 mm.

Tak ogromnej ilości wody ziemia nie była oczywiście w stanie wchłonąć. Liczne świadectwa z tego okresu mówią o wodzie tryskającej z łąk w formie prawdziwych gejzerów, nastąpił też niesłychany przybór wód Skawy, Raby, Dunajca, Wisłoki, Sanu i ich dopływów. Od 14 lipca nastąpił silny przybór wody górnej i środkowej Wisłoki, następnego dnia wezbrał górny San, 16 lipca wskutek niezwykle intensywnych opadów w ciągu kilku godzin wezbrały dopływy Dunajca, szczególnie Kamienica, oraz potoki dorzecza Raby i Wisłoki, 17 powódź objęła cały środkowy obszar górskiego dorzecza Wisły. Szczyt fali powodziowej Dunajca doszedł przed północą tego dnia do ujścia do Wisły, równocześnie ze szczytem fali Wisłoki. 19 lipca wezbranie osiągnęło punkt kulminacyjny na dwustukilometrowym odcinku koryta Wisły, od Czernichowa powyżej Skawiny do Dzikowa pod Tarnobrzegiem. Kulminacyjne fale na Sanie przechodzące 17 i 19 lipca przedłużyły czas przepływu głównej fali Wisły tak, że kulminacja na wysokości Warszawy nastąpiła 20 lipca.

Tak potężnego wylewu wód nigdy wcześniej na tym terenie nie odnotowano. Zalane zostały olbrzymie obszary wzdłuż koryt dużych rzek i lokalnych strumieni, czasem całkiem małych. W niektórych miejscach w środkowym i dolnym biegu – np. u zbiegu Dunajca, Uszwi i Białej – rzeki zlewały się w jedno jezioro, z którego wystawały tylko wierzchołki drzew i dachy domów. Fatalnie wyglądała też sytuacja w strefie przyujściowej rzek wpadających do Wisły. Woda Raby, która poprzerywała wały, zalała przestrzeń pomiędzy korytami obu rzek. Wody Dunajca na lewym brzegu utworzyły również rozległy zalew, w części prawobrzeżnej woda przelała się w dolinę Brnia i dotarła do lewego wału Wisłoki – prawy brzeg Wisły zamienił się w potężne jezioro z szerokimi zatokami tworzonymi przez przyujściowe odcinki rzek spływających do niego z Pogórza.

Według prof. Maksymilian Matakiewicza , światowej sławy hydrologa, przebywającego podczas powodzi na tym terenie, w przypadku samego Dunajca nastąpiło przerwanie wałów w 46 miejscach, a na odcinku 19 kilometrów woda przelała się przez wały. Jezioro, które utworzyło się w wyniku przerwania wałów wzdłuż dolnego Dunajca, dolnej Raby i prawego brzegu Wisły zajęło powierzchnię około 1000 km kw., tworząc swojego rodzaju zbiornik retencyjny, który zatrzymał olbrzymią ilość wody, co uratowało przed zalaniem niżej położone obszary, w tym Warszawę.

W rejonie Tarnowa kulminacyjny moment dramatu nastąpił we wtorek, 17 lipca, kiedy Dunajcem przechodziła główna fala – zatopione zostały wówczas rozległe obszary wzdłuż koryta Dunajca, a także Białej. Nad Dunajcem zalane zostały m.in. Wróblowice, Janowice, Dąbrówka Szczepanowska, Mikołajowice, Ostrów, Niedomice, Ilkowice, Bobrowniki Małe i Wielkie, Wierzchosławice i wiele innych wsi. Wody Białej zatopiły północną część Tuchowa oraz część zabudowy Ryglic, Gromnika i Ciężkowic, gdzie m.in. zniesiony został most.

Rozgrywały się wówczas prawdziwe dramaty. Tarnowskie „Hasło” z dnia 19 lipca podawało: Na kolejowym moście na Dunajcu, gdzie woda we wtorek o godz. 8 wieczór dochodziła prawie do wysokości mostu, ludzie ze zgrozą patrzyli na wstrząsające w swej okropności sceny. Oto płynie cały drewniany domek, na którego strychu schowała się rodzina. Przez okienko wyglądają głowy ludzkie. Dom płynie z zawrotną szybkością i z całą rodziną uderza o most, gdzie rozbija się na kawałki. Dom i ludzi pochłonęła woda. Krowy, konie, świnie, psy płyną z wodą i giną w nurtach.

W Mościcach, które jeszcze nie były dzielnicą Tarnowa, wody Białej i Dunajca przerwały wały zalewając m.in. ujęcie wody wodociągowej dla Tarnowa – pompy znalazły się pod wodą i zostały wyłączone. Tutaj akcja ratownicza skupiła się głównie na ochronie obiektów Państwowej Fabryki Związków Azotowych, która na kilka dni musiała przerwać produkcję. Zerwana została łączność, woda przerwała linie komunikacyjne łączące Tarnów z innymi ośrodkami, przerwane zostało drogowe i kolejowe połączenie pomiędzy Krakowem i Lwowem.

W zaistniałych warunkach, administracja państwowa i władze lokalne robiły co mogły aby przyjść z pomocą dotkniętym kataklizmem i zmniejszyć rozmiary klęski. Do akcji ratunkowej od samego początku włączone zostało wojsko.

Zdj. 1. Fragment mapy przedstawiającej tereny dolnego Dunajca zalane w trakcie powodzi w lipcu 1934 roku. http://starenowemapy.pl/2015/07/22/mapa-terenow-powodzi-w-lipcu-1934-roku/

Dużą aktywnością w tych trudnych chwilach wykazał się starosta powiatowy Mieczysław Lissowski . Zgodnie z jego zarządzeniem do zalanych gmin skierowane zostały transporty z artykułami żywnościowymi, co było o tyle istotne, że w kilkudziesięciu gminach woda zabrała wszystko i zapanował głód. Wydał też od razu odezwę do kupców, przestrzegającą przed podnoszeniem cen i lichwą. Z inicjatywy starosty już w czwartek 19 lipca, powołany został Obywatelski Komitet Pomocy dla Powodzian, w skład którego weszli przedstawiciele społeczeństwa i reprezentanci najważniejszych miejscowych instytucji. W prezydium Komitetu znaleźli się: starosta Mieczysław Lissowski, ks. biskup Franciszek Lisowski , prezydent miasta Mieczysław Brodziński oraz płk Stefan Broniowski. Komitet od razu zaczął zbiórkę funduszy i rozpoczął energiczną akcję pomocową.

Ogrom tragedii wyzwolił niezwykłe wprost pokłady solidarności społecznej i ujawnił wspaniałą postawę mieszkańców regionu. W ciągu pierwszego tygodnia Komitet zdołał zgromadzić z datków prawie 30 tysięcy złotych (m.in. od Komunalnej Kasy Oszczędności 10 tysięcy, od księcia Romana Sanguszki 10 tysięcy, od ministra Eugeniusza Kwiatkowskiego 1 tysiąc). W krótkim czasie, niezależnie od wspomnianego Komitetu działającego w skali całego powiatu, powstała pewna liczba lokalnych komitetów obywatelskich, które starały się nieść pomoc w mniejszej skali, czasem ograniczonej do wspólnoty sąsiedzkiej.

Po ustaniu opadów i przejściu fali kulminacyjnej sytuacja powoli stabilizowała się, po kilku dniach poziom rzek zaczął się obniżać. Niemniej podwyższony stan wody utrzymywał się jeszcze przez około tydzień. Sytuacja poprawiła się na tyle, że służby cywilne i wojsko mogły powoli przystępować do przywracania komunikacji i odbudowy zniszczonych elementów infrastruktury, administracja do szacowania strat i opracowywania programów pomocy dla zniszczonych powodzią terenów.
Cały czas działały instytucje pomocowe – PCK prowadził zbiórki odzieży dla powodzian, działał aktywnie Obywatelski Komitet Pomocy dla Powodzian.

W sumie kataklizm miał rozmiary jakich ani wcześniej ani później w naszym regionie nie odnotowano. Jak wykazały wykonywane po ustąpieniu wody analizy i obliczenia, w porównaniu z największymi wcześniejszymi wylewami, powódź z 1934 roku przekroczyła ustalone do 1933 roku maksima poziomu wody: Skawa przeciętnie o 10 % powyżej rekordowych, Raba przeciętnie o 20 %, Dunajec przeciętnie o 40 %, Wisłoka przeciętnie o 15 % i Wisła przeciętnie o 15 %.
Bilans tego wydarzenia był też wyjątkowo tragiczny. Pod wodą znalazło się w sumie 1260 km kw. terenu, zniszczonych lub uszkodzonych zostało 22 059 budynków, 167 km dróg, zerwanych 78 mostów, przerwane zostały wały, a śmierć poniosło 55 osób. Ogółem szkody materialne oszacowane zostały na 60,3 miliona złotych, a więc sumę olbrzymią – około 12 milionów ówczesnych dolarów. Część tych zniszczeń przypadła na powiat tarnowski.

Dzisiaj nie ma już śladów po tamtych wydarzeniach, albo nie potrafimy ich dostrzec. W pamięci pozostają mi opowiadania dziadków jak to woda wlewała się do domu przez okna, zabierała sprzęty, porywała zwierzęta, przenosiła całe budynki. W pamięci ludzkiej pozostała również wdzięczność za udzieloną w tych dramatycznych momentach pomoc. Dzięki wsparciu Powiatowego Komitetu Pomocy Ofiarom Powodzi ludność zalanych terenów otrzymała żywność i ubrania. Przystąpiono do odbudowy zniszczonych budynków.


Zdj. 2. Odbudowa zniszczonego w czasie powodzi budynku w Bobrownikach Małych prawdopodobnie nr. 98

Zniszczenia były ogromne ale i pomoc dla Bobrownik musiała być znaczna. Wdzięczni Bobrowianie, reprezentowani przez wójta i radnych podjęli 28 grudnia 1934 roku specjalną uchwałę skierowaną do Rządu Najjaśniejszej Rzeczpospolitej, starosty tarnowskiego i przede wszystkim do Eugeniusza Kwiatkowskiego:

 

„Uchwała.”

My niżej podpisani radni gminy Bobrowniki małe,
z Naczelnikiem gminy, Pawłem Gieroniem na czele
zebrani na specjalnym zgromadzeniu rady w dniu 28.XII. 1934.
w lokalu gminnym, jako przedstawiciele całej ludności
w gminie, uchwalamy co następuje:
Niebywała klęska powodzi, jaka w pamiętnych dniach
lipca 1934 roku dotknęła szczególnie ciężko naszą wieś,
pozbawiła nas w ciągu niewielu godzin dachu nad głową
i dobytku i uczyniła nas w przededniu zbiorów nędzarzami.-
Wobec ogromu klęski stanęliśmy bezradni, nie wiedząc
co począć z sobą i naszemi rodzinami.-
Gdy po strasznych godzinach trwogi i rozpaczliwej
walki o życie, przeszła wreszcie nawałnica powodzi i
ujrzeliśmy nasze domy i pola przeorane potwornym
pługiem strasznego żywiołu, stanęło przed nami widmo
nędzy i głodu.-
Ogarnęła nas bezsilna rozpacz i zwątpienie.-
Przyszedł jednak ratunek i pomoc prędzej niż
spodziewaliśmy się.-
Nie zapomniał o nas w tej strasznej chwili ani Rząd
ani społeczeństwo.-
Dzisiaj gdy zabliźniają się już rany zadane powodzią,
gdy dzięki pomocy Rządu i działalności Powiatowego Komitetu
Pomocy Ofiarom Powodzi, jesteśmy syci i przyodziani, gdy
odbudowują się nasze domostwa, głęboka i szczera wdzięczność
przepełnia serca nasze, wdzięczność dla Rządu, dla społeczeństwa
i wielkich jego przodowników.-
My wiemy dobrze, że zaraz na pierwszą wiadomość o klęsce,
jaka nas dotknęła, spieszyłeś Panie Ministrze z odległego
Chorzowa, przezwyciężając wszelkie trudności, jakie
piętrzyły się na drodze przez zalane połacie kraju,
aby nieść nam pomoc i ratunek.-
Wiemy że wraz z naszym niestrudzonym w akcji pomocy
Panem Starostą zorganizowałeś dla nas Powiatowy Komitet
i pracując w nim poświęcasz drogie godziny
odrywając się od swych tak ważnych zajęć.
Wiemy i o tem, że losy nasze, aż do przyszłych zbiorów spoczywają
w ręku Komitetu Powiatowego i jego wielkodusznych
organizatorów i pracowników.-
O tem wszystkim wiemy i pamiętamy.-
Serca chłopskie są twarde i proste, ale umieją kochać
i być wdzięcznemi.-
Dzisiaj Panie Ministrze w dniu Twych Imienin składamy
Ci w dani te nasze proste, szczere serca, przepełnione
wdzięcznością, czcią głęboką i oddaniem.-
W twardym kamieniu ryte spiżem słowa, mocniej i trwalej
oddać by mogły naszą serdeczną wdzięczność dla Rządu
Najjaśniejszej Rzeczpospolitej, Jego przedstawiciela w naszym
powiecie i Ciebie czcigodny Panie Ministrze.
Przyjm jednak i te nasze proste nie uczone słowa, jako nas,
powodzian z Bobrownik Małych skromny upominek.-
Niech on będzie dla Ciebie Panie Ministrze pamiątką
z tych dni pełnych grozy których tak smutną dla nas
pamięć, opromieniać będzie zawsze Twoja Osoba
Czcigodny Panie Ministrze.

Na tem protokół podpisano
 

Radni:

1) Banek Jakób
2) Alojzy Kabat
3) Jasiak Wojciech
4) Gajda Franciszek
5) Teofil Zieliński
6) Koszczewa Franciszek
7) Bryl Józef
8) Kordela Stanisław

Wójt gminy:
Paweł Gieroń

9) Gajda Józef
10) Franciszek (Opocki?)
11) Golec Władysław
12) Kabat Wiktor
13) Bujak Stanisław
14) Antoni Kogut
15) (Kuśmider……?)

Sekretarz:
[K. Katra?]

16) Jan Zieliński
17) Kogut Stanisław
18) Kwiecień Wojciech
19) Jan Kogut
20) Miśtak Stanisław
21) Katra Paweł
22) Kwiecień Alojzy
23) Orszulak Aleksander

[ Pisownia oryginalna ]

Eugeniusz Kwiatkowski, inżynier chemik, w latach 1926 – 1930 minister przemysłu i handlu. Znany jako autor koncepcji rozwoju handlu morskiego Związany z regionem tarnowskim gdyż w latach 1930 – 1935 był dyrektorem Państwowych Fabryk Związków Azotowych w Chorzowie i Mościcach. Od 1935 roku do września 1939 roku wicepremier i minister skarbu. W tym okresie patronował Centralnemu Okręgowi Przemysłowemu.

Pomagając w organizowaniu pomocy Eugeniusz Kwiatkowski osobiście odwiedzał tereny dotknięte klęską powodzi. Ireneusz Banek odnalazł w zbiorach Narodowego Archiwum Cyfrowego zdjęcia przedstawiające inspekcję inż. Eugeniusza Kwiatkowskiego w Bobrownikach Małych 17 marca 1935 r.


Zdj. 3. Powitanie dyrektora Państwowych Fabryk Związków Azotowych w Mościcach Eugeniusza Kwiatkowskiego przez dzieci powodzian – https://www.szukajwarchiwach.gov.pl/ – ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego

 

Zdj. 4. Stoją od lewej: przewodniczący sekcji gospodarczej Komitetu Powodziowego w Tarnowie Eugeniusz Kwiatkowski, wiceprezes Komitetu wicestarosta A. Choczyński, członek komitetu gminnego I. Schneider, sekretarz komitetu powodziowego inż. St. Żabicki – https://www.szukajwarchiwach.gov.pl/ – ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego

 

Zdj. 5. Eugeniusz Kwiatkowski (piąty z lewej) w otoczeniu w otoczeniu członków komitetu gminnego i powiatowego – https://www.szukajwarchiwach.gov.pl/ – ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego

 

Zdj. 6. https://www.szukajwarchiwach.gov.pl/ – ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego

 

Na zdjęciach, poza Eugeniuszem Kwiatkowskim, A. Choczyńskim i St. Żabickim pojawia się ciekawa postać związana z Bobrownikami – Icek Szneider. Pisze o nim Wincenty Witos w swoich wspomnieniach. Schneider był Żydem, właścicielem folwarku w Bobrownikach Małych i totumfackim tarnowskiego starosty. Miał chyba ambicje polityczne, próbował pośredniczyć w negocjacjach władz sanacyjnych z będącym na emigracji w Czechosłowacji Wincentym Witosem.

Poza wymienionymi osobami nie udało się nikogo więcej rozpoznać, nie wiem również gdzie dokładnie zostały wykonane zdjęcia 2, 3, 4 i 5. Gdyby ktoś z Szanownych Czytelników rozpoznał kogoś lub potrafił wskazać miejsce wykonania zdjęć, proszę o informację.

 
Bibliografia:

  1.  http://www.tarnowskieinfo.pl/news/5302,tarnowskie-kroniki-1-wielka-powodz-z-1934-roku.html
  2. https://pl.wikipedia.org/wiki/Eugeniusz_Kwiatkowski
  3. Archiwum Narodowe w Krakowie oddział w Tarnowie
  4. Zbiory Narodowego Archiwum Cyfrowego

Autorzy: Ireneusz Banek, Jacek Skrabot

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *